Nie bój się, bo cię wykupiłem, nazwałem cię twoim imieniem - moim jesteś! Iz 43,1
strona głównaczytelniaaudiotekao nasnasze stronypoleć nas
użytkownik
Login:   Hasło:    Zapamiętaj      
 
  Podział na Golgocie
A gdy przyszli na miejsce, zwane Trupią Czaszką, ukrzyżowali go tam, także i złoczyńców, jednego po prawicy, a drugiego po lewicy. A Jezus rzekł: Ojcze, odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią. A przy dzieleniu się jego szatami rzucali losy. A lud stał i przyglądał się. Przełożeni zaś naśmiewali się, mówiąc: Innych ratował, niechże ratuje samego siebie, jeżeli jest Chrystusem Bożym, tym wybranym. Szydzili z niego także i żołnierze, podchodząc doń i podając mu ocet, I mówiąc: Jeżeli Ty jesteś królem żydowskim, ratuj samego siebie. Był też i napis nad nim: Ten jest królem żydowskim. Tedy jeden z zawieszonych złoczyńców urągał mu, mówiąc: Czy nie Ty jesteś Chrystusem? Ratuj siebie i nas. Drugi natomiast, odezwawszy się, zgromił tamtego tymi słowy: Czy ty się Boga nie boisz, choć taki sam wyrok ciąży na tobie? Na nas co prawda sprawiedliwie, gdyż słuszną ponosimy karę za to, co uczyniliśmy, Ten zaś nic złego nie uczynił. I rzekł: Jezu, wspomnij na mnie, gdy wejdziesz do Królestwa swego. I rzekł mu: Zaprawdę powiadam ci, dziś będziesz ze mną w raju. A była już mniej więcej godzina szósta i ciemność zaległa całą ziemię aż do godziny dziewiątej,Gdy zaćmiło się słońce; i rozdarła się zasłona świątyni na dwoje.
A Jezus, zawoławszy wielkim głosem, rzekł: Ojcze, w ręce twoje polecam ducha mego. I powiedziawszy to, skonał.
(Łk 23,33-46)

Wzgórze Czaszki – kamieniste, smagane wiatrem. Trzy krzyże, z Jezusowym pośrodku. Nad wszystkimi skazańcami skrzypią zawiasy zamykających się drzwi życia.
Przypatrzmy się bliżej jednemu z nich. Blady i wycieńczony. W jakże pożałowania godnej sytuacji się znalazł. To już ostatni krok na kręconych schodach niepowodzeń. Do tej pory jedno przestępstwo za drugim. Wiecznie odtrącany i odrzucany. Staczał się coraz niżej, aż wreszcie sięgnął dna – został ukrzyżowany.
Nie może ukryć tego, kim jest. Jego jedyne ubranie to szata hańby. Bez wielkich słów, bez wspaniałego życiorysu, bez szkolnych nagród za osiągnięcia w nauce czy sporcie. Naga historia niepowodzeń.
Obserwuje Jezusa.

Wcześniej wyśmiewał się z tego wiszącego pośrodku jegomościa. Gdy tłum zaczął Go wyszydzać, on też się przyłączył (por. Mt 27,44). Lecz teraz już nie szydzi. Bacznie Mu się przygląda. Zastanawia się, kim On jest.

*W głowie pojawia się myśl: „bardzo dziwne. Nie próbuje uciec przed gwoździami, wręcz przeciwnie.”
Złoczyńca słyszy żarty i zniewagi. Widzi, że Jezus pozostaje spokojny. Widzi świeżą krew na Jego policzkach; koronę cierniową, która wbija Mu się w skronie i słyszy chrapliwy szept: Ojcze, odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią.

*W głowie pojawia się kolejna myśl: „dlaczego pragną Jego śmierci?”
Powoli ciekawość złoczyńcy staje się tak silna, jak ból w jego ciele. Przez chwilę zapomina o przebitych nadgarstkach i stopach. Zaczyna odczuwać dziwne ciepło w sercu: zaczyna mu zależeć na tym spokojnym męczenniku.

*Zastanawia się: „w oczach nie ma złości, jedynie łzy. Dlaczego?”
Skazaniec spogląda na grupę żołnierzy, którzy grają w kości o podartą szatę Jezusa. Widzi tabliczkę nad Jego głową. Napis był pełen sarkazmu: Król Żydowski.

*Kolejna myśl nie daje spokoju naszemu bohaterowi: „szydzą z Niego, nazywając Go królem. Gdyby był szalony, nikt nie zwracałby na Niego uwagi. Gdyby nie miał zwolenników, wypędziliby Go tylko. Gdyby nie wzbudzał w nich strachu, nie zabiliby Go. Zabija się króla jedynie wówczas, gdy należy do niego jakieś królestwo. Czy możliwe jest, że On…?”

***

Nagle szyderstwa trzeciego ukrzyżowanego zakłóciły jego myśli. On też przyglądał się bacznie Jezusowi, lecz przez szkła zniekształcające prawdziwy obraz: czy nie Ty jesteś Chrystusem? Ratuj siebie i nas.
Oto zachodzi niewytłumaczalne zjawisko – dwóch ludzi słyszy te same słowa i widzi tego samego Zbawiciela, lecz jeden z nich dostrzega nadzieję, a drugi nie widzi nic poza czubkiem własnego nosa.
Być może ten drugi, urągając Jezusowi, spodziewał się, że nasz bohater też przejmie pałeczkę i ze swej strony dorzuci kilka docinek. Tak się jednak nie stało. Łotr o ostrym języku usłyszał nie obelgi, lecz słowa obrony: czy ty się Boga nie boisz?

***

Wszyscy znajdujący się pod krzyżem podnieśli głowy zaskoczeni, że oto ktoś wziął stronę Chrystusa. Wszyscy aniołowie zapłakali, a demony patrzyły z niedowierzaniem.
Kto by pomyślał, że ów rzezimieszek ujmie się za kimś? Zawsze był bezwzględnym złodziejem, kanalią. Nikt nie pamiętał, żeby komuś przyszedł z pomocą. Lecz gdy w jego klepsydrze życia przesypują się ostatnie ziarna piasku, zdobywa się na najszlachetniejszy czyn. Staje w obronie Boga.
A gdzie są inni, którzy mieli Go bronić?
Dużo bardziej uduchowiony Piotr opuścił Go.
Dużo bardziej wykształcony Piłat umył ręce.
Dużo bardziej lojalna grupa rodaków domagała się Jego śmierci.
Dużo ważniejsza grupa uczniów rozpierzchła się.
Gdy wydaje się, że wszyscy odwrócili się od Syna Bożego, między Jezusem a jego oskarżycielami staje złoczyńca i przemawia w Jego obronie: czy ty się Boga nie boisz, choć taki sam wyrok ciąży na tobie? Na nas co prawda sprawiedliwie, gdyż słuszną ponosimy karę za to, co uczyniliśmy, Ten zaś nic złego nie uczynił.

Żołnierze podnieśli wzrok. Kapłani przestali rozprawiać. Maria wytarła łzy i spojrzała w górę. Nikt wcześniej nie zwracał uwagi na tego łotra. Teraz wszyscy na niego patrzą.
Może nawet Jezus mu się przygląda. Być może zwraca oczy ku temu, który przemówił, gdy inni milczeli. Być może z trudem koncentruje wzrok na tym, którzy przekazał Mu ostatni w ziemskim życiu znak miłości. Ciekawe, czy Jezus uśmiechnął się na widok owieczki, która w ostatniej chwili przybłąkała się do zagrody.
Tym właśnie jest czyn tego przestępcy. Tuż przed zamknięciem bramy znajduje drogę do schronienia. Wypowiedź złoczyńcy kryje w sobie dwa fakty, które musi uznać każdy, kto chce przyjąć Jezusa do swego serca. Posłuchaj jeszcze raz uważnie tych słów: …słuszną ponosimy karę za to, co uczyniliśmy, Ten zaś nic złego nie uczynił.

Jesteśmy winni, On jest bez winy.
Jesteśmy skalani, On jest czysty.
My się mylimy. On ma rację.
Znajduje się na krzyżu nie za swoje grzechy. Cierpi za nasze.
Gdy to zrozumiemy, prośba złoczyńcy staje się oczywista. Spoglądając w oczy swojej ostatniej nadziei, poprosił o to samo, o co prosi każdy chrześcijanin: Jezu, wspomnij na mnie, gdy wejdziesz do Królestwa swego.
Bez żarliwej mowy. Bez usprawiedliwiania się. Po prostu rozpaczliwe błaganie.
W tym momencie Jezus dokonał największego cudu podczas ukrzyżowania. Większego niż trzęsienie ziemi. Większego niż rozdarcie zasłony w świątyni. Większego niż zesłanie ciemności.
Dokonał cudu przebaczenia. Przepełniony bólem Zbawiciel przyjął do siebie przepełnionego grzechem przestępcę: zaprawdę powiadam ci, dziś będziesz ze mną w raju.

Zaledwie kilka sekund wcześniej złoczyńca był żebrakiem, który nerwowo ściskał czapkę przy bramie Królestwa i zastanawiał się, czy król obdaruje go chociaż kilkoma okruchami. Teraz ma do dyspozycji cały bochenek życia.

Oto, jak wielki podział dokonuje się na Golgocie – podział, który trwa do dziś – jedni widzą tam skazańca i czubek własnego nosa, inni widzą Zbawiciela i oddają Mu swe serce. Oto, czym jest łaska.

***
Tej łaski doświadczam często, gdy przychodzę pod krzyż Chrystusa. Nie raz jestem takim złoczyńcą, który odwraca się plecami do swego Boga i popełnia grzech. Dlatego Jego łaska jest tak niepojęta i ciągle skierowana w moją stronę.
Łaska jest mi bliska nie dlatego, że to jest takie na wskroś luterańskie słowo: sola gratia – tylko łaska. Łaska jest mi bliska, ponieważ łacińskie słowo gratia znaczy dosłownie wdzięk. Jezus wyparł się swej boskości. Całkowicie stracił swój wdzięk. Wielu przeraziło się na Jego widok – tak zeszpecony, niepodobny do ludzkiego był jego wygląd (Iz 52,14). Uczynił to, aby pojednać mnie z Ojcem. Dał się ukrzyżować, by obdarzyć mnie swoim boskim wdziękiem. Łaska w dalszym ciągu pozostaje największym cudem, który jest konsekwencją krzyża. Łaska jest mi szczególnie bliska.
Ona zobowiązuje mnie, by nie żyć byle jako, by nie żyć jako tako, by w końcu nie żyć jakoś. Łaska Chrystusa jest tak droga, że należy żyć „jakość” tzn. moje życie ma mieć Bożą jakość.
Dlaczego mówię tak wiele o sobie? Dwadzieścia jeden dni temu skończyłem 33 lata. Wielu twierdzi, że to Chrystusowy wiek. On wtedy umarł za mnie, a ja umierać jeszcze nie chcę. Kocham życie. Wkrótce – jak Bóg da – ma przyjść na świat nasze drugie dziecko. Dlatego właśnie z mojej perspektywy – z perspektywy 33-latka tegoroczne święta są takie szczególne.
Na urodziny otrzymałem wiersz od kolegi-księdza, który w ubiegłym roku obchodził 33-cie urodziny. Wiersz nosi tytuł: „Chrystusowe lata”

„Oczyma dziecka zawsze wydawałeś się być starszy.
Może dlatego, że broda to atut dorosłych, a Ty zawsze
na wszystkich obrazkach pamiętam, długą i gęstą nosiłeś.
Byłem pewien, że przeżywałeś jesień życia, gdy do krzyża przybili Cię łotry.
Okrutna to była śmierć, wszak czas było już umierać,
Tak widziałem to, oczyma dziecka.

Później starszym bratem stałeś się. Wpatrzony w Ciebie,
ceniłem Twoją odwagę, piękne życie i to, jak kochałeś.
Myślałem o Twym bólu i cierpieniu i sam cierpiałem,
z żalem patrzyłem, jak piękne życie się kończy okrutnie.
Chciałem pięknie jak Ty żyć i umrzeć w swoim czasie.
Tak widziałem to, gdy stałeś się starszym bratem.

Dzisiaj lata Chrystusowe osiągnąłem, kiedyś tak odległe
i przyznam szczerze: nie na krzyż, lecz na podbój świata
kieruję odważnie swe kroki, bo do życia mnie ciągnie,
śmierć na później odkładam, za dużo życia we mnie.
Wiersze pisać, drzewo zasadzić i dom swój zbudować,
ludzi nauczać, myśl swoją dla potomnych zachować.
Nieznane poznać, zwiedzić dalekie, dotąd niedostępne.
Dzieci wychować, kolejne rocznice nasze przeżywać.
Cieszyć się zdrowiem i życiem, bo kocham moje życie!
Jak Ty, Panie Jezu Chryste! Mój przyjacielu, rówieśniku
pełen życia oddałeś swe życie. Przecież było tak daleko do jesieni.

Samą wiosną, gdy pąki kwitły i cudny zapach się unosił,
Dałeś dorodne, pełne owoców ściąć drzewo.
Ty krzyż wybrałeś, choć życie jak ja kochałeś,
wonią kwiatów się zachwycałeś, lilie polne wąchałeś
i ptaków na niebie wypatrywałeś, za wzór stawiałeś.
Kochałeś życie, wypełnione pięknymi wizjami i celami.
Zmieniałeś świat, walczyłeś odważnie mieczem miłości.
Tyle jeszcze mogłeś zrobić, moc niewyczerpaną miałeś.
A jednak sił będąc jeszcze w pełni, oddałeś się dla mnie.

Teraz Twoją śmierć nagłą jako ofiarę pojmuję wyraźnie,
ofiarę z młodego życia – z życia w pełni a nie z umierania,
złożyłeś ofiarę z miłości, dla mnie – Twego przyjaciela i rówieśnika,
abym mógł w pełni kochać i żyć, marzenia mieć swoje
i czas je realizować, świat z odwagą podbijać i spokojnie,
bez pośpiechu starzeć się, z nadzieją spotkania z Tobą,
mój Panie, Bracie, Przyjacielu, Jezu Chryste!”

To właśnie dzięki Chrystusowi, mojemu rówieśnikowi, jestem tym, kim jestem – złoczyńcą, ale złoczyńcą usprawiedliwionym krwią Jego wdzięku, Jego łaski. Amen.

Kazanie w oparciu o: M. Lucado: „Sześć godzin pewnego piątku”, ss. 135-140
Ocena: brak · oceń  ·  Autor: ks. Mirek Czyż  ·  Odsłon: 5810

  Informacja
Żeby dopisać swoje refleksje musisz się zalogować.

 
rozmowa
forum pomocy
punkty pomocy
duszpasterze
forum DFE
czat
nabożeństwa
kontakt
 
© 2006-2010 Centrum Misji i Ewangelizacji oraz Parafia Ewangelicko-Augsburska w Starym Bielsku
 
Powered by F3Site